Teksty piosenek: | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 |

Tytuł: Czwarty

  • Wykonawca: Nagły Atak Spawacza
  • Wyświetleń: 287

  
   Tyle prawdy ile korzenie z gleby ssają
  Tyle owocu gałęzie ich dają
  Tyle światła ile liście wchłoną
  Żywi konary strawą upragnioną
  Zamknięte wargi obdarte ze słów
  Niewidzialną pieśnią nieznajomych głów
  Otwierają nam wewnętrzną przestrzeń snu
  Poważnie rozdarty ładunkiem trotylu
  Zamykam oczy zobaczę ciemność nocy
  Nowe bóstwa czy starzy prorocy
  Nasze dłonie rozrywają kajdany żebracze
  Zatrzymując czas pustych znaczeń
  Nasze serca w niewidzialnych szatach
  Prawdziwie cesarskich nie żadnych łachmanach
  Żałośnie płaczą w ramionach ciemności
  Spragnione ciepła prawdziwej miłości
  Jak krzesło ktoś przesunął czas
  Stara nauka nie poszła w las
  Stary porządek rzeczy zniweczył
  Rozdmuchał sen i noc skaleczył
  Jak kulą miotnął ktoś nad przestrzenią
  Kosmosem wszechświatem i naszą Ziemią
  Potrząsnął swą siecią pozmieniał granice
  Chce zostać na zawsze zarzucił kotwicę
  Rządzili wtedy tacy dawali bili brali
  Jesienią późną ich też na miejsce poprzestawiali
  A ja siedzę tu pod drzewem i myślę o tym
  Co kamieniem jest co chlebem a co złotem
  Czasem myśl zbawienna nagle błyśnie
  W niepokornej mojej głowie
  Szepnie myśl ta oczywista
  Że to wszystko jest jak koło ratunkowe
  Nagły przelot ptaka obok mojego ucha
  Zdziwienie zostało budząc wspólnego nam ducha
  Zatrzepotałem rzęsami oczy rozwarłem szeroko
  Od ziemi się oderwałem wzleciałem wysoko wysoko
  Powietrze jak światło rozczepiłem na tęczę
  I wtedy zrozumiałem – stąd widać dużo więcej
  Słońce paliło a ja papierosa
  Wieczorem padałem a deszcz z mego nosa
  Fryzury wierzb rozczochrał wiatr
  Pokazał jak mu powagi brak
  Zmarszczkami poprzecinał stawu skórę
  Pokazał jak można przeniknąć strukturę
  Co ludziom zdarza się niewielu
  Zegarek mój doszedł do celu
  Pozostał z niego tylko wrak
  Wyrzuciłem więc go na dno krateru
  Słońce kapało krwią na gór szczyty
  Głodni modlili się za sytych
  Puste butelki wyśmiewały z pijaków
  Porównując ich do robaków i pędraków
  Kapłani już szaty porozdzielali
  Szczęśliwcy coś dla siebie dostali
  Do szczęścia kurczowo przywiązani
  Jak do swego stryczka trup
  Ofiary znów dziś zlinczowały kata
  Codziennie czeka ta sama zapłata
  Wilk zawstydzony uciekł do lasu
  Przygotuj sobie cyjanek potasu
  Księżyc wybuchnął zwariowanym śmiechem
  Odbijanym od przeszkód przeraźliwym echem
  I tylko błazen ronił gorzkie łzy
  Nad tym naszym dwudziestym wiekiem.