Teksty piosenek: | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 |

Tytuł: Testament mój

  • Wykonawca: Jacek Kaczmarski
  • Wyświetleń: 276

  
   W trzydziestym ósmym roku życia
  Pod koniec dwudziestego wieku,
  Co nic już chyba do odkrycia
  Nie ma ni w sobie, ni w człowieku —
  Za czarne pióro i atrament
  Chwytam, by spisać swój testament.
  
  Za mną, już liczba chrystusowa
  Ofiarnym kozłom przypisana,
  Kiedy niewinna spada głowa
  Za cudze grzechy - czyli za nas,
  By z życia się wymknąwszy sideł
  Uschnąć w relikwie wśród kadzideł.
  
  Przede mną dziesięć lat niepewnych,
  Gdy każdy zmierzch mężczyznę miażdży,
  Od wewnątrz pośpiech szarpie gniewny,
  A z nieba mu znikają gwiazdy.
  Który to przetrwa ten - dożyje
  Zaszczytu, że sędziwie zgnije.
  
  Mniej ważne - ile czasu trawisz,
  Niż - z jakim trawisz go wynikiem.
  Niejedną twarz mi los przyprawił:
  Byłem już zdrajcą i pomnikiem,
  Degeneratern, bohaterem,
  A wszystkie twarze były szczere.
  
  Patrzono na mnie przez soczewki
  Miłości, złości, interesu.
  Przeinaczano moje śpiewki
  By się stawały tym, czym nie są.
  Tak używano mnie w potrzebie
  Aż dziw, że jeszcze mam ciut siebie.
  
  Poza tym zresztą mam niewiele.
  Wpływy przejadłem i przepiłem.
  Conieco w duszy tkwi i w ciele
  (Co duszy wstrętne - ciału miłe),
  Więc nie zostawiam potomności
  Kont, akcji ani posiadłości.
  
  Pierwszej małżonce mojej, Ince,
  Nim się wyrazi o mnie szpetnie,
  Zostawiam nasze wspólne sińce -
  Pamiątki z wojny wieloletniej.
  Ja się przeglądam w tych orderach,
  Bo to co boli nie umiera
  
  Zaś drugiej mojej połowicy
  Niczego nie zapiszę za nic,
  Bo choćbym nie wiem jak policzył -
  I tak mnie za rozrzutność zgani;
  Więc nim się zrobi krótkie spięcie -
  "Kocham cię" - piszę w testamencie.
  
  Także synowi memu, Kosmie
  Niewiele mam do zapisania.
  Nie wiem co będzie, gdy dorośnie:
  Czy zada cios mi, czy pytania
  I próżno mi się dzisiaj biedzić,
  Czy znajdę na nie odpowiedzi.
  
  Paci zabawek nie pomnożę,
  A zapisuję jej przestrogę.
  Że choć się wiecznie bawić może -
  Nie taką jej wyśniłem drogę.
  Lecz snem nie będę córki dręczył;
  Zjawi się drań, co mnie wyręczy!
  
  Przykra to myśl, że - gdy czterdziestkę
  Poranny wieszczy reumatyzm -
  Tak łatwo w ten testament mieszczę
  Wszystkie me lary i penaty;
  Gitarę, książki i zapiski,
  Butelkę po ostatniej whisky.
  
  Nic nie zapiszę więc Wałęsom,
  Pawlakom, Strąkom i Urbanom,
  Co codziennością naszą trzęsą,
  A ja ich muszę strząsać rano.
  I przyjaciółki mej Grabowskiej
  Grę z nimi biorę za słabostkę.
  
  Zostały jeszcze pieśni. One
  Już, chcę czy nie chcę, nie są moje.
  Niech cierpią los swój - raz stworzone
  Na beznadziejny bój z ustrojem.
  Szczezł ustrój, a słowami pieśni
  Wciąż okładają się współcześni.
  
  Ja z nimi nic wspólnego nie mam
  (To znaczy z ludźmi, nie z pieśniami)
  Niech sobie znajdą własny temat
  I niech go wyśpiewają sami.
  Inaczej zdradzą wielbiciele
  Że nie pojęli ze mnie wiele.
  
  Partnerzy także źródłem troski -
  Ciąży przyjaźni kamień młyński:
  Niezbyt wysilał się Gintrowski,
  Nazbyt wysilał się Łapiński.
  Tyleśmy wspólnie wznieśli modlitw -
  Rozeszliśmy się bez melodii.
  
  W ten czas tak marny, hałaśliwy,
  Gdy szybki efekt myśl połyka,
  Chóralne plączą się porywy,
  Muzyka wszelka w zgiełku znika.
  Lecz, chociaż z nieuchronnym smutkiem
  Każdy niech swoją nuci nutkę.
  
  O, nie samotne to nucenie!
  Ani obejrzy się pustelnik -
  Zjawią się wielcy ocaleni
  Z historii rusztów i popielnic
  By szydzić wprzód a potem kusić
  I do sprostania im prymusie.
  
  Bo nie przypadkiem przeszli czyściec
  Odsiani z mód wartkiego ścieku
  Po to by istnieć (a nie błyszczeć)
  I wieść dysputę o człowieku.
  W przepyszne wciągną cię katusze
  Niebylejakie łby i dusze.
  
  Dyskusja z nimi też jest czysta.
  Podstępna tylko z naszej strony.
  Czym grozi nam antagonista
  Co przed wiekami pogrzebiony?
  A dodam jeszcze myśl, że i my
  Niedługo już będziemy z nimi.
  
  To samo pod rozwagę daję
  Kochankom moim bez wyjątku:
  Jakże do syta tym się najeść
  Co końcem było od początku?
  Imion rozkoszy więc nie podam,
  Bo życia mało, czasu szkoda.
  
  Dlatego też się kończyć godzi...
  Nie wiem, czy jeszcze co napiszę,
  Lecz tylem już wierszydeł spłodził,
  Że jest czym okpić po mnie cisze.
  Zwłaszcza, że póki słońce świeci
  Wciąż będą rodzić się poeci.
  
  Jak ja bezczelni i bezradni
  Spragnieni grzechu i spowiedzi
  I jedną nogą już w zapadni -
  Dociekający - co w nich siedzi
  Co wciąż nieuchronności przeczy.
  Że może życie jest do rzeczy!