Teksty piosenek: | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 |

Tytuł: "Być nie mieć"

  • Wykonawca: Peja/Slums Attack
  • Wyświetleń: 2225
"Być nie mieć"
  
   Ski Skład
   Parę hien w życiu namawiało do kurestwa
   Jak myślisz, co wybrałem, być nie mieć to moja kwestia
   Jak najdalej od takich, którzy chcieli by dorobić
   Jak pasożyt się podłączyć do umiejętności twoich
   I ssać by chciało, widzę takich, to mnie czyści
   Z twojej ciężkiej pracy chcieli by mieć korzyści
   Przydupasy, podłączki, uśmiechy, uścisk rączki
   Branżowi ocieracze przyczepiają się jak rzepy
   Propozycję warte grzechu, opcja na rok te tandety
   Zaróbmy parę groszy, wspólnie zróbmy coś fajnego
   Zawsze powiem wypierdalaj, jeszcze nie wiesz dlaczego?
   Na ty to mów kolegom bo ja do nich nie należę
   Chociaż kwiczę i leżę to chałtury się nie chwycę
   Grzecznie też umiem odmówić, nie dociera, to zaryczę
   Kocham muzę nie banknot, hajs mnie nie zdegenerował
   Jedynie zła ulica i berbela żołądkowa
   Kontroluję swoje ruchy jak odprawa paszportowa
   A tych paru chce przemycać, jakieś brudy wnieść na pokład
   Zagraj koncert w jego ciuchach a współpraca będzie dobra
   Tych kilku drobnych cwaniaczków, pseudo promotorów popatrz
   Kombinują jak rap sprzedać i za niego skasować
   Pod przykrywką promować, nawpierdalasz się do syta
   Tylko nie z mego koryta, być nie mieć jesteśmy kwita
   Oto kolejny cytat z kolejnego klasyka
   Bez pomocy i ryzyka, że ktoś słucha i rzyga
   Że ktoś patrzy i pluje, wiedz, że dobrze tu główkuje
   Z kim trzeba się umówię, trzymaj się ode mnie z dala
   Podejmuje decyzję na które godność mi pozwala
   A hieny żrą ochłapu psując nam wszystkim opinie
   Ich czas niedługo minie, mówię swoim w rodzinie
   Być nie mieć to brzmi naiwnie, inaczej nie dam ci przeżyć
   To jest właśnie ta wartość, w którą zawsze będę wierzyć
   Być nie mieć
  
   Ref.: Być nie mieć to odwieczny dylemat
   Być nie mieć my we dwóch coś na temat
   Być nie mieć konsekwentnie ten sam schemat
   Przemyśl to sam, bo reguły na to nie ma x2
  
   Kolejny dzień tygodnia, który ciężko się zaczyna
   Siódma trzydzieści czas do pracy się zbliża
   Zmęczone oczy moje i zawsze wredna mina
   Przed siebie idę twardo, żeby do piątku wytrzymać
   Gdzie leży przyczyna, że pieniędzy wciąż za mało
   Więcej by się chciało i niech w końcu by się stało
   Ale nigdy nie posłuchał podpowiedzi jegomościa
   Który z mojej muzyki będzie robił sobie hity (obciach)
   Wejdź do studia, ja przeliczę jakie przynosisz profity
   Wolę z Peją się ustawić, żeby bity poukładać
   Wolę z Decksem w domu wokale popoprawiać
   Potem wsiąść do bany, bez biletu ale z wiarą
   Że to co robię będzie lepszym się stawało
   A dla ciebie to za mało, mówisz że się nie cenię?
   Najważniejsze są pieniądze, ale nie na mojej scenie
   Wole, żeby ten kto słuchał to co robię docenił
   Żeby tylko mi powiedział: żebyś Wiśnia się nie zmienił
   Bo dobrą idziesz drogą i kumple ci pomogą
   Żebyś doszedł do celu jak doszło już wielu
   A gdy wreszcie już tam będziesz pieniądz też tam czekał będzie
   Wtedy tego jesteś pewny, że zawdzięczasz wszystko sobie
   I każdego dnia to wspomnisz obmyślając plany nowe
   Jaka ciężka była droga, lecz odwagi ci to doda
   Być nie mieć, Ski Skład, Wiśniowy oto moje dla was słowa
  
   Ref. x2
  
  
   "Głucha noc"
  
   Ref.: Ciemno już, zgasły wszystkie światła
   Ciemno już, noc nadchodzi, głucha x2
  
   [Medi Top]
   Słuchaj to, sprawdź to, to Peja z Top Medi
   Top Medi, Mientha krew za krew, połączenie stref
   Nocna rozpierducha to nie blew
   I dalej krok za krokiem w złodziei mieście
   Czasami jest taka nuda, że dłubie się w nim
   Jak pieprzone rodzynki w domowym cieście
   Nadchodzą nocne mary, więc zróbcie przejście
   W sumie olej zadymę, dziś tylko drag i rap mnie interesuje
   Przez biznes porażony w tym mieście jak gro
   Każdemu lencenowi w mordę pluję
   Często nocna jazda z Mienthim, wtedy kontempluje
   I tak wokoło pełno geji pizga fuckie
   A sam se biegam, ciągle biegam, biegam
   Jak się coś przyklei do łapy to sprzedam
   Wierzysz w to, to rzuć okiem na palące projekty PZP
   Czekam to na ciebie, od razu dżejkiem cię skasuje
   Byś wczuł się w to miejsce, poczuł mistyczny
   Sprawdź to, ja reprezentuje moich ludzi
   A oni reprezentują mnie
   Obskurne czasy, skazani na piekło na ziemi, tego jestem pewien
   Bo ciągle klepie biedę
   Samoobrona w kieszeni za zawsze na bicie
   Niosą mnie dzieciaki pogrążone w gniewie
   Dalej stale wale swoją prostą przed siebie
   Robię to i tylko ode mnie zależy jak ja to na kartcę uchwycę
   Moje ukochane brudne ulice
   Obnażone tak, że aż dreszcze są i tchu brak
  
   Ref. x2
  
   [Peja]
   Głucha noc, noc głucha, ja, Wiśniowy z nami Grucha
   W centrum miasta zawierucha, sto pięćdziesiąt siedem głucha
   Patrol interwencji fucha, zakuć nas, przetransportować
   Długa była noc, nie kleiła się rozmowa
   Do niczego się nie pucować, to Ski składu zmowa
   Głupa palę, ściemniam, ściemniam, mnie tam przecież nie było
   Parę piwek się wypiło, z impry do domu wracałem
   Przecież nikogo nie tłukłem, w sklepach szyb nie wybijałem
   Obciążony tym zeznaniem, cztery osiem przesiedziałem
   Wśród zgłoszeń szczekaczki suki księżyc podziwiałem
   Szybki dojazd na aleję, diabeł w ryj mi się śmieje
   Myślę sobie oszaleje, mają kolejne zgłoszenie
   Wyciągają mnie z klatki, straszą pójdziesz za kratki
   Zapowiadają sanki bez rymów i szklanki
   Ta noc była długa, najebkowicz uga buga
   Wyczynia w centrum cuda, w każdy weekend pewna zguba
   Nie świadomy swych poczynań, wytrzeźwiej, sobie przemyśl
   Co w nocy wyczyniasz, raport zaliczonej gleby
   Głucha noc sto procent zakazane owoce
   Długie nie przespane noce i patrzały podkrążone
   Kolorowe neony, światła miasta ja wpatrzony w to wszystko
   Obrazy, trasy znam na pamięć większość
   Wariat udowodnię męskość, szaleństwo, noce piekło
   Głucha noc, noc głucha Meditowi, Mientha słuchaj
   Jeden z drugim wariaty, chłonie noc nowe ofiary
   Ja odbijam dziś do chaty bo chce dziś uniknąć kary
   Za szaleństwo noc głucha, głucha noc pewna zguba
   Głucha noc pewna zguba, to piekło pewna zguba
  
   Ref. x2
  
   [Mientha]
   Z mroku wysłany płomień przetrwania odsłoni
   Wszyscy chodźcie za mną w stronę światła
   Noc mnie obrasta, zabójcza substancja miasta
   Nie zależny głos rasta, PeCe parkowy pożeracz chany
   Mientha many many, bez szacunku niedoceniany
   Bajecznie nawdychani i chuj WueRDe puenta
   Splifar pora zaklęta
   Jedna miłość, jeden człowiek Mienth może mięta
   Co się liczy, to się liczy co ci minę to nie zginie
   Kryminalne style trudne, pośród ciszy dźwięki brudne
   Z twoich usta same fałsze zgubne, psycha zryta
   Sama kana nie zyta, siema gua bo przebita
   Następny dobry bandyta i WueRDe dragni
   Na głowie mam to znani, bestialski wzrok
   Dzisiaj ciemna noc, ciepła noc
   Miłości nie ma, mocno zaciskam pięści
   W letnich ogrodach okryty czarną płachtą niosę złe wieści
   A mefistofele, przyniosę twoim cierpieniom kres
   Nie przespane noce, ciągły stres, życie takie piękne jest
   Dziecino słuchaj prawdy z moich ust
   Nie chcę widzieć na twej twarzy znowu łez
   Wyrzucę wszystko co najgorsze jest
   Zanim powiem dobrze jest, dobrze jest
  
   Ref. x4
  
  
   "I moje miasto złą sławą owiane"
  
   Poznaj miasto moje
   Tak Wiśniowy nas wspiera
   Trzeba rade dać
   Bo dla niego coś na temat
   Złą sławą owiane
   Aż tak nie jest przejebane
   Bo nawet w naszym mieście jest zajebisty balet
  
   A, Drużyna A
   Uważaj szybko stary, jeśli nie chcesz mucki
   To jest nieludzki, wielkopolski trójką bermudzki
   Mamy pojebane mózgi, wole gangsterskie fanaberie
  
   Flaga, na niej wściekły bulterier
   Atmosfera walki w tle
  
   Z automatu serie
   Całe lata w twoich oczach widzę tą scenerie
   Konflikty, strzelaniny, wojny, powiedź to ci się śni?
  
   Idź wypożycz se film jeśli koniecznie pragniesz krwi
  
   Najważniejsze, żeby gęsta piana ciekła z ust
   Obracała w gruz rzeczy dobre, właśnie to jest twój gust?
   Kręci cię jak biust po przeróbce, rób se nadzieje złudne
  
   Poznań to nie wyspy bezludne
  
   Co za trudne, się przyzwyczaj
  
   Dziesięć, dziewięć, osiem
  
   Dalej nie odliczaj
  
   To nie nasz obyczaj, nie kryminał
   Nie Soprano rodzina
  
   Ślina osuszona fanów wrzawą
   W mieście obarczonym złą sławą
  
   Z konfliktu jednostek warto zrobić wielką wojnę
   Zatoka Perska wielkopolska, manewry zbrojne
   Fama idzie w miasto, opcja polska, poligon morawsko
   WLKP pod napięciem, plan odnosi fiasko
   Trzeba wytłumaczyć jasno, HWDP dla ścierwa
   Telefon to beret, a gnaty, fety, torba pełna
   Zachód polski gra na nerwach, wieczna wojna, nigdy przerwa
   Armia Poznań bataliony hadeo to rezerwa
   Żyjesz tą legendą (żyję), jak zegar stoisz w miejscu
   A czas ucieka, szybko, szybko wszystkie famy zniknął
   Lepiej weź poprawkę cipko na akcję wyjebane
   Emcedwa, strefa Poznań, miasto złą sławą owiane
  
   To nie fikcja poznańska koalicja trzyma sztamę
   Cele te same, łak MC pisz testament
   Bo Meith tu jest, luz blus spryt lisi
   Chcesz mnie zatrzymać, nie starczy ci sił
   Ja tu tworzę ustrój, cały świat mam u stóp
   Siłę mózgu przeciwstawiam sile muskuł
   Nie jestem sam, ze mną cała banda
   Rapu wysoki standard i wspólny sztandar
   Zjednoczeni pod poznańskim herbem
   Ty chcesz wywoływać ferment, ja uderzać jak werbel
   I zrobić coś wartościowego dla swego miasta
   Wielkopolska ekspansja, czas nastał, uszy nadstaw
  
   Ref.: I moje miasto i moje miasto
   I moje miasto złą sławą owiane x4
  
   Pies jest więc zejdź mi z drogi
   Trzy kroki w tył pókim dobry
   I co powiesz na dzień dobry
   Jeśli chcesz agresji
   Narusz teren tej posesji
   To moje więc tego bronie
   Ono tonie, ja też tonę
   Płonie, będę nadal tam stał
   Grał i śmiał ci się w ryj
   Szczerze szczerząc swe kły
   Bo wy macie więcej hajsu niż my
   Zalew takiego szajsu jak wy
   Łyknę zaraz naraz bez popity
   Wasze zdrowie bo mojego szkoda
   Więc lepiej nie piej koguciku o niedzieli bo w sobotę
   Te twoje dziengi to potęgi n-tej zostaną ci wzięte
   Po koncercie w mieście pod napięciem
   Uwierzcie, duże napięcie, setki watów i wariatów
   I gramy głośno, mocno choć to sprawdź to, posłuchaj
   Eskulap, MO, Blue Note to tutaj jest luta
   Mamy pyry giri skitki, mamy bany
   I w wagonach kilogramy kukabany przemycamy
   Mamy małe mocne polskie, piwo z kokainą
   A ty sraj tym swoim importowanym aj
   Pedale bez jaj, kurwa jaki to jest kraj
   Rozpoznaj nas Hans, 52, Poznań
   Zapisz, zapamiętaj, doznaj
   Ten bit eswek oddaj lub się poddaj
   Przyjmij to, takie są zasady
   Nic nam nie zrobicie bo nie dacie nam rady
   Ta, wreszcie ktoś się nie bał i zajebał
   SLU a teraz na legalu ale nigdy na sprzedaż
   Kapiszi, czy ma być wpisik?
  
   Ref.
  
   Południowy centrum pakt, bo to jest traktat
   Południowy centrum pakt
   Południowy centrum pakt, bo to jest traktat
   Południowy centrum pakt
  
   Poznaj moje miasto złą sławą owiane
   Na południu centrum pakt gdzie wredne ryje
   Nom dobrze obgane, modne telefony
   W świecie gdzie nie liczy się nic oprócz mamony
   Ja do strzału skory
   Pięć godzin snu i pod oczami wory
   Kocham to miasto bo tu się urodziłem
   Tu pierwsze jaranko, pierwsze bójki
   Tu pierwszy raz z ekipą Martini piłem
   Tu mnie hip-hop trafił, tu pierwsza złamana miłość
   Kiedy do księżyca wyłem, kiedy w stylu tyłem
   Bo styl mój, obszerny, gruby
   Nigdy krótki jak smak gumy Hubby Bubby
   A dla ciebie nie ma nic przyjemniejszego
   Jak wpadka do kieszeni nowej stówki
   Dalej z braćmi lecę
   Sto trzydzieści dwa uderzenia na minutę
   Obojętnie gdzie bym nie był i co bym nie robił
   Prezentuje lute, pokój miastu
   Gdzie duch da ma troje i same łby zakute
   I same łby zakute, ble
  
   Złą sławą owiane, poznaj moje miasto
   W kilku słowach streszczę jasno
   Znam je jak kieszeń własną
   Gdy latarnie w parku gasną
   Tu rodzony, tu wieczności wrota się zatrzasnął
   Póki co jestem, Lamzaz z podziemnym atestem
   Dzień jak co dzień, częste chmury gęste
   Żadnej łaski, w siłę rośnie PC poznański
   Warty hip-hop nad warszański, czujesz kopa?
   Szacunek ludzi, miejsce na wagę złota
   Lamzaz lokalny patriota
   Nie padnę na dechy jak z Lenoksem Gołota
   Wieczne za BueLe nie raz nastawie karku
   Jak Senne Oko mówi żyć i umrzeć w PC parku
  
   Moje miasto złą sławą owiane
   Tu byłem, będę i tu zawsze zostanę
   Parku południowa strona
   Tu jedna miłość ciągle żywa
   Szarość dnia rozmywa, czasem ciężko bywa
   Bo to pieskie życie
   To, że Poznań żyje słyszysz na płycie
   Proste słowa dają do myślenia
   Okolica się nie zmienia, ale ludzie tak
   O reputację trzeba dbać
   Za daleko doszliśmy, żeby dupy dać
   Skuci w te same kajdany gdy omijane many
   Dajemy to co prawdziwe, marzenia ciągle żywe
   I możliwości wielkie, żaden pysk nie mięknie
   Wiele lat za nami, ale czasu nikt nie liczy
  
   Znam jedno takie miejsce (miasto Poznań)
   Dla nas imprezy najlepsze (miasto Poznań)
   Znam jedno takie miejsce (miasto Poznań)
   Co się dzieje tutaj streszczę (miasto Poznań)
   Znam jedno takie miejsce (miasto Poznań)
   Dla nas imprezy najlepsze (miasto Poznań)
   Znam jedno takie miejsce (miasto Poznań)
   Co się dzieje tutaj streszczę (miasto Poznań)
   Znam jedno takie miejsce
  
   Gdzie najgłośniej bity słychać
   Gdzie najlepiej gra muzyka
   Gdzie technika ma znaczenie
   W sercu miasta siła drzemie
   Gdzie wybija się podziemie
   Tu gdzie MC są na scenie
   Tu jest najlepiej, znów powtórzę wyrażenie
   Gdzie najlepsze są imprezy
   Gdzie najwięcej jest nagrywek
   Gdzie podziemne studia rodzą
   Rzeczy, które kraj okrążą
   Gdzie powstają rzeczy które
   Niezależnie tworzą scenę
   Tu jest najlepiej, znów powtórzę wyrażenie
  
   Weź podbij do taty, tata prawdę ci pokaże
   Całą prawdę, tylko prawdę i nie tylko tatuaże
   Jak one mnie nie zmażesz, SLU gang dla Poznania
   Od teraz nawyki, styl rozpoznawany dla was
   I jeszcze wstecz trochę cofam się by wspomnieć piekło
   Od P do N z kreską, nie przyglądaj się tym wersom
   Nie porównuj swoją wersją, proste masz liryczny wpierdol
   Dla wszystkich niedowiarków, którzy dali notę mierną
   Dla wszystkich niedowiarków, nie zdejmuję sztangi z barków
   W czasie ostatnie serii, dziki zachód tu na prerii
   Bez zaliczkowej premii atakuję cały Allstar
   Nie wypowiadaj się zanim nas nie poznasz
   Zanim nie usłyszysz oto poznańskie podziemie
   Masz skurwysynu scenę, która nie istnieje
   Do mnie należy zadanie jej nachalne promowanie
   Jak składy teraz są w klanie, czas podnosić poprzeczkę
   Zjednoczony Poznań, a nie miasto pod napięciem
   Bo to było by przegięcie jak literówki w tekście
   Znowu kpiny w mieście, obronię się nareszcie
   Dziwi cię, że źli, zdziwiony tu wykręcasz minę
   Dziękuję Allstarowi, że nikt z was nie jest kuzynem, kuzynem
  
   Ref.
  
  
   "Jest jedna rzecz"
  
   SLU, SLU, SLU, SLU, SLU, SLU!
  
   Ref.: Jest jedna rzecz dla której warto zyc
   (hip hop) i nie zmienia się nic, wszyscy
   Jest jedna rzecz dla której warto żyć
   (hip hop) i nie zmienia się nic, dalej
   Jest jedna rzecz dla której warto żyć
   (hip hop) i nie zmienia się nic
  
   Bezustannie patrzyłem na tych którzy się wybili
   Bez przerwy śledziłem jak zyskują nowe siły
   Underground to dla mnie ekonomiczne przyczyny
   Nieporadność promotorów, wydawców wole czyny
   Materiał zrobiony z własnej bez inicjatywy
   Nielegal, my najdłużej, SLU z czyjej winy?
   Od dawna swoje robię, a wydawca oszukuje
   Miłość do muzyki twórczość tę wykorzystuje
   Obiecuję, wypromuję lecz na tym się kończy
   Źle się rozpoczęło, lecz tak źle się nie zakończy
   Jesteśmy od gadek, od podkładów, od koncertów
   Od studyjnych zmagań, słownych tych eksperymentów
   Kiedyś niemożliwym było robić bez ekspertów
   Deta, wideoklip, akustyk, głośnia, kontrakt
   Z własnej inicjatywy, tak potrzebna nam promocja
   Żeby słowa na tych bitach dotarły dzisiaj do was
   Szkiełko, radio na koncertach z czarnej płyty
   Wschodnie czy zachodnie, nowe rzeczy dziś tworzymy
   Trudności przeskoczymy i do reszty dołączymy
   Nikt z nowością nie przeskoczy, z konsekwencją kroczymy
   Starą wydeptaną ścieżką z bagażem doświadczeń
   Nieuczciwy skurwysyn nie pozbawił nas marzeń
   I obyś się przeliczył, żebyś plecy zaliczył
   Jak pies ogrodnika szczerze będę ci dziś życzył
   Pseudo biznesmeni z bazaru nie wydawcy
   Dajcie se z tym spokój, szkoda waszej marnej kasy
   Nie będziecie zarobasy, brak tu profesjonalizmu
   Tym stwierdzeniem was pozbawiam resztek optymizmu
   I zawijam się do chaty potrenować nowe katy
   Napisać parę słów no i wypić zdrowie za tych
   Którzy dzisiaj nie mogą, bo nie wyszli na swoje
   Bo jak się okazało skrzywdził ich wydawca gnojek
   A ty się nie wkurwiaj tylko przemyśl co tu mówię
   Kochasz hip hop no to popraw swą wytwórnię
  
   Ref.
  
   Nie jeden mnie zapyta po co ta kolejna płyta
   Dla kasy, chcesz się sprawdzić, z pierwszych stron gazet nie znikać
   To co było marzeniami stało się rzeczywistością
   Nagrywam, wydaję to dzięki umiejętnościom
   Pytasz czym się w tym kieruje, do hip hopu miłością
   I straszny sentyment, szalony dziewięćdziesiąty trzeci
   Czas leci, a my jak małe dzieci
   Czy pamiętasz te czasy gdy Bill Baschweek stracił oko
   Czasy beat rocka, kolejne lekcje
   Jego reminiscencję, czy pamiętasz to jeszcze?
   Rap się zmienia, zmienia brzmienia
   Sposób łączenia, mówienia, flow technika, skojarzenia
   Zobacz bunt i do szkół
   Koniec lat dziewięćdziesiątych dla dzieciaków old school
   To czas najlepszy i nie wie o tym każdy
   Że rap klasyczny się wywodzi z czasów tamtych
   A dziś zastój się zrobił, chociaż nie jest tak najgorzej
   Wielki powrót DJ, nowy pozytywny wzorzec
   I walka z pieniądzem, walka z komercjalizacją
   Skazana na przegraną, ja przyglądam się tym akcjom
   Finansowym motywacjom, reklamą, prezentacją
   Rap opuszcza podwórko, teraz skóra i biurko
   Spowiany przemysłu chmurką z całą przyjemną forą
   Rap globalny, sprzedajny, rap masowo uprawiany
   Dwudziesty pierwszy wiek przynosi wielkie zmiany
   Ty po której staniesz stronie, po hajs wyciągniesz dłonie
   Zanim skurwysynu położysz je na mikrofonie
   Pasuje ci ten wybór i klipy chałturników
   Zawsze lepiej ubranych, niż utalentowanych
   Ta, ja stanę po drugiej stronie barykady
   Nie zaakceptuję zmiany, na to nie przygotowany
   W stylu brzmieniu dobrze znany, reprezentuję biedę
   Od Jot do E, zwróćcie rapowi korzenie
   Karton na ta lata, b-boy leci i wymiata
   DJ drapię, MC gada i toasty swoje składa
   Zależy mi na tym, ja nie wstawiam tobie kitu
   Całe życie w rytm bregnitów i cytatów z klasyków
   To druga część oblicza bardzo dobrych wyników
   To zaangażowanie tych kilku zawodników
   Nawijamy z gracją jak figury Kosmo City
   Teraz bijcie brawa, ja się najem będę syty
   Przesłuchane taśmy, płyty tu (hip hop)
   Szacunek dla tradycji, kultowanie tu (hip hop)
   Obalanie mitów, koneksje tu (hip hop)
   Przyjaźnie z artystami, wolne style tu (hip hop)
   Setki godzin w sklepach z płytami tu (hip hop)
   Wojaże zagraniczne, sceniczne tu (hip hop)
   Sztama z undergroundem i szacunek tu (hip hop)
   Sprawdzanie się z MC, bitwy tu (hip hop)
   Kumate środowisko i wspólnota tu (hip hop)
   Tony zapisanych kartek, bohomazy tu (hip hop)
   Improwizacja godna MC tu (hip hop, hip hop)
  
  
   "Kolejny stracony dzien"
  
   [Peja]
   Kolejny stracony dzień z życia poza kontrolą
   Jak Seta wrzuty luty na poznańskich wagonach
   Tak cieszy każdy ranek jak z kobietą w ramionach
   Zasypiam się i budzę, przy muzyce się nie nudzę
   Przyjaźni nie zmieniam, na pieniądze nie zamieniam
   Nie przeliczam, idę dalej, wiadomo nie ma lekko
   Chłopaków pies porobił i penitencjarne piekło
   Jeb to, jeb to dla rządowych instytucji otwarta nienawiść
   Kurwo nas nie możesz zabić
   SLU, onomato, słowem walczę, piach pod butem
   Tutaj biedne społeczeństwo zagra pod życiową nutę
   I dlatego co ma lute, innych rozwiązań nie szukam
   Dla kobiet też coś mam typu dziwka czy suka
   Zwady nie szukaj, chcesz mieć bezpośredni kontakt?
   Dobrze ruszają się biodra, pełne usta, twarde cycki
   Codzień szukają rozrywki, potem obolałe cipki
   W rytmie tej samej melodii, pod dyktando tej modlitwy
   Wielokrotnie przełożona siostra Boga się nie boi
   Posłuchaj mnie dziecinko, w ten sposób nie zarobisz
  
   Ref.: Znów kolejny dzień ci uciekł, głupot narobiłeś jeszcze więcej
   Jak na razie do tej pory życia swego zmienić nie chce x2
  
   [Peja]
   Albo radę damy, albo jak tynk odpadamy
   Stare mury, stare bramy, kamienice dobrze znamy
   Piwko na prześwicie, toczy się jeżyckie życie
   Żadnej diametralnej zmiany, ty myślałeś, że co mamy
   Co, willa i basen ukoronowaniem pracy
   Na razie nic z tego, to marzenie wiele znaczy
   To dużo tłumaczy, chwila moment i uciekasz
   Kładziesz podpałkę pod grilla, z drinkiem na swych ziomków czekasz
   Sprawdź wodę w basenie, jakieś twarde suty wyszczym
   Bo to co zobaczyłeś zdało ci się tylko przyśnić
   Ciepły jesienny wiatr rozwiał wszelkie wątpliwości
   Fata kurwa ta morgana, czas wyskubać oszczędności
   Dwa trzydzieści mam na Pilsa, niby chuj, ja go fu
   Typy piją słodką lu, dzieci wracają ze szkół
   A przed skrzyżowaniem, niedaleko tuż pod trójką
   Jakiś typek z komórką umawia się z maniurką
   Mijam go, przycinam, e zadyma, gejsza mięknie
   Obchodzi mnie łukiem, ja uśmiecham się pięknie
   Konkret rozbujany, gonię holendra siódemkę
   Przesiadam się na rondzie, co za upał, mokre spodnie
   Nie czekam na neoplan, pod relaks z buta dojdę
   Tranzy, tranzy, wyłącz bo mnie sygnał tłamsi
   Alarm wibracyjny, odebrałem message ważny
   Myśli się spiętrzyły no i koniec wyobraźni
   Widocznie dzień nie dobry na wolno stylowe jazdy
   Z lekką zadyszką głodny w porze obiadowej
   Omijam monopolkę na szczoszały słyszę (muly)
   Mijam kolejną krzyżówkę, na pasach widzę Sajgon
   Fury napis kurwa gnają, nie stają, wyprzedzają
   Pieszych zabijają, rzucam mięsem i przyśpieszam
   Wymuszam pierwszeństwo i do domu prosto zmierzam
  
   Ref. x2
  
   [Peja]
   Przerabiam trzy haki, już mam wchodzić, nie mam gerdy
   Kurwa biorą mnie nerwy, me kochanie na zakupach
   Jednak za obiad posłuży mi chmielowa zupa
   Banan od ucha do ucha, Monia na czas pasowana
   Macha smyczą z kluczami, wejść do mieszkania pozwala
   Atak na lodówkę, chrzan cebula i trzy jajka?
   Całe szczęście, że przynajmniej się ostała mineralka
   To nie pierwsza niespodzianka dla głupiego naiwniaka
   Sama się nie zrobi kulinarna zachcianka
   W oczekiwaniu szamy przesłucham z PeCeta tracki
   Sound for Spira, Dido, placy nagle blink zawieszka
   Muszę z dyskiem iść do Deksa, całkiem niedaleko mieszka
   Słyszę go z daleka, już wiem co się tam dzieje
   Biały chłopak z czarną muzą na japońskim systemie
   Więc zostawiam go w spokoju, wracam jeb znowu wychodzę
   Kiedy wrócę, nie wiem kumpli spotykam po drodze
   Gadka szmatka, ege szege, eszte meszte, dzwoni Wiśnia
   Chce muzyki na Ski Skład i o coś tam się ciska
   Dogaduję sprawę, kończę i pozdrawiam pyska
   Nie żegnam się z ziomkami, szybko dobijam pod wiatę
   Podjeżdżam do Ajsmena, siema żacio, rób herbatę
   Przycupnę na balkonie raczej jeżyckim klimatem
   Vizavi z okna od Wioli witam się z jeżyckim bratem
   (siamano, siamano) schodzę na dół dobry grajgul
   Nagle wkracza cała banda, wielka jak ilość tematów
   Kogo porobił hegemon, kto się dorobił rabatów
   Kto na draksach ma przecinkę, patrzę psy na chwilę milknę
   By za moment buchnąć śmiechem, a to tylko dzielnicowy
   Chyba za karę wsadzony na jeżyckie rejony
   Ordynarnie jaram splifta i przycinam czy podejdzie
   Gdyby miał na miarę mundur to by wygadał jakość jeszcze
   A tak się prezentuje kurwa przekomicznie śmiesznie
   Czas polać bo się ściemnia, sprawdzam rozkład linii nocnej
   Dziękóweczka ziomuś, już mi nie syp, bo telepie mocniej
   Chwiejnym krokiem odbijam kursem przez ciemne ulice
   Na uszach Masta Ace, nowojorskie tajemnice
   Wbijam się w czterdziestkę, ledwo już na oczy widzę
   Chlapnąłem se na końcu, ucinam małą drzemkę
   Je, je, je ten Masta daje pięknie
   Znowu chce mi się siuru, chyba za chwilę pęknę
   Dzisiaj za dużo browarów i tematów typu crawling
   Wrzucam nową taśmę w walkman firmy Panasonic
   Na dobranoc, na wyciąg wolne tracki Ghostface
   Tu jest najlepiej i nie ważne gdzie mieszkam
   I tak jak u Cuba to był całkiem dobry dzień
   Najebany w trzy dupy jak Snoop na Dre Day
   Grzebie kluczem w zamku człapiąc powoli nogami
   W chacie będzie teraz piec, tam już czeka Mała Mi
   Ona dopiero da mi
   Kolejny stracony dzień z życia poza kontrolą
  
   Ref. x2
  
  
   "Mój rap, moja rzeczywistosc"
  
   Częsty brak reakcji doprowadza do frustracji
   Piętno biurokracji doprowadza do wariacji
   Na chama nie załatwisz, bądź grzeczny może zyskasz
   Panie będą tak uprzejme na zajętych stanowiskach
   Wolno dopijając kawę w urzędowym czasie pracy
   Z łachy wydają oferty i do pracy rodacy
   Za sześć stów zapierdalasz, na opłaty ci nie starcza
   Nie dożyjesz 60 zmarszczysz się jak pomarańcza
   W ten sposób nic nie trafisz, ususzysz się jak śliwka
   A więc stoi cham małolat w ręku browar, w drugiej fifka
   Dzień za dniem taka rozrywka, monotonie musi zabić
   Życia spieprzonego nikt z młodych nie chce naprawić
   Ta, jeszcze nie dzisiaj, może jutro się rozejrzę
   Za legalną pracą, ewidencją i urzędem
   Za pieniądze zarobione się ubiorę i zdobędę
   Serce pięknej kobiety, jeszcze wszystko się odmieni
   A na razie w urojeniach pogrążeni, środek bagna
   To codzienna rzeczywistość polskiego nastolatka
  
   Ref.: To mój rap, to moja rzeczywistość
   To mój rap, to moja rzeczywistość
   Jakie życie taki rap, w nim zawarte jest wszystko
   Jestem z tych MC co pieprzą jak człowiekowi ciężko x2
  
   Chwile, chwile, chwile, jedną małą chwile
   W dzisiejszych czasach praca stanowi przywilej
   Jadę w miasto, mijam światła, patrzę ma problemy typ
   Psy chcą udaremnić jego prace, mycie w furach szyb
   I odbiorą mu chleb, jego sposób na kasę
   Jadę w MPK, z nudów czytam cudzą prasę
   Wojny, bomba, coś o wąsach w uniformach
   Prawybory, strajki, rządowa platforma
   To normalka, jak to, że przy każdej większej krzyżówce
   Znajdziesz biedotę zbierającą drobne w puszkę
   Pomóż, daj na zupkę, nie trudno zauważyć
   Nikt nie wie jak siły, możliwości zrównoważyć
   Od zawsze tak było, nędza nigdy się nie skończy
   Trzeba przetrwać wszystko tak jak plakat przedwyborczy
   Ślad zostawię po sobie, daj mi bańkę więcej zrobię
   Chcesz wiedzieć co mi się marzy?
   Stworzenie nowych miejsc pracy
   Żeby nie nie musiał iść kraść, chłopak ciągle się narazić
   By utrzymać rodzinę, dziecku nie wytłumaczysz
   Dlaczego nie ma co do garnka włożyć, jarzysz?
   Jarzysz, jarzysz, kurwa jarzysz?
  
   Ref. x2
  
   Monotematyczność tekstów, życie nie jest lajtowe
   Zmieni się najlepsze, coś innego ci opowiem
   Tylko pozornie wtórnie bo krzyk ciśnie się na usta
   Rozwój w prawidłową stronę, nowa rapowa produkcja
   Możliwość wypowiedzi, to przeważnie w głowie siedzi
   Życie daje po dupie, nie przestanę o tym ględzić
   Jak pętla na gardle bieda zaciska swe sidła
   Rytm jeżycki z tym wygrał i będzie trzymał dystans (dystans)
   Podtrzymam tu na duchu każdego, który zbłądził
   Wyprowadzę cię bez mapy, życia przeciwnik nie godny
   Wszędzie szum niepokorny na to gówno odporny
   To codzienna normalka więc weź to wreszcie pojmij
  
   Ref. x2
  
  
   "Nie-kocham hip-hop"
  
   Ta, onomato, SLU, 2001
   To dla wszystkich te parę słów
  
   Ref.: A ja kocham hip hop i ten hip hop nienawidzę
   Z chujowizny szydzę, dla artystów ja kibicem
   Kocham hip hop i ten hip hop nienawidzę
   Z chujowizny szydzę, dla artystów ja kibicem
   I kocham hip hop i ten hip hop nienawidzę
   Z chujowizny szydzę, szydzę
  
   [Peja]
   Bo ja oglądać nie chcę zajebanych w trupa MC
   Ale zmuszony jestem patrzeć na analfabetów
   Tak zgrywają wielkich mistrzów zamiast wybrać się na detoks
   Czy nie śmieszy cię to, nie wkurwia cię to?
   Gdzie te rymy, gdzie charyzma, styl, ten hip hop gdzie to
   Gorąco się zrobiło, spokój przejrzyj na oki
   Nienawidzę hip hopu w którym ciągle coś pierdoli
   Jeden z drugim artysta, weź posłuchaj jego freestyle
   Potem skasuj go i wytrwaj przy swoich pozycjach
   Znam tylu dobrych MC czekających na swą szansę
   Śmieją się z wygłupów, gówno traktują z dystansem
   Czwarta rano piętnaście, siedzę piszę i nie zasnę
   Zanim nie skończę nienawidzieć te hałaste
   Dobre, piękne bity ważne, przesłuchuje je jak każde
   Weź podziękuj producentom no bo sam byś zrobił pasztet
   To co robisz mi nie leży, mówię prawdę, po co kłamać
   Po co mam udawać, że to klasyk, szkoda gadać
   Się przestałem zastanawiać, słaba kondycja hip hopu
   To właśnie twoja wina, czy ty jesteś zmienić gotów
   Taki stan rzeczy, nie sądzę chcesz zaprzeczyć
   No to nagraj coś z klasą, słyszę wciąż te chały wtórne
   Bo duże rap wytwórnie często wypuszczają chujnie
   A ja nie zniżę głosu, przez co drożniejszy nie będę
   Dwadzieścia zero jeden, dla podziemia laus zdobędę
   Pozostając z tradycjami młodym odsłaniam część prawdy
   To bitewne wersy, weź odpowiedź jak żeś twardy
   Rymy nie wybuch petardy, raczej wiązka dynamitu
   To dla sławnych MC parę difficulta kitów
   Do zwady słownej gotów jak do obalenia mitu
   To dla sławnych MC pare difficulta kitów
  
   Ref.
  
   [Peja]
   Jeśli kocham twój hip hop to się z pewnością o tym dowiesz
   Nie wystarczy kogoś poznać, a gdy znasz już dobre powiedź
   To co robisz uświadomisz sobie parę ważnych rzeczy
   Bez włażenia w dupę człowiek powie, więc uwierzysz
   Są jeszcze ludzie w Polsce, znają kawał rap historii
   Zaczynali od przegrywek a nie CD w czystej folii
   Są tacy pasjonaci, których ten stan boli
   Że większość super MC dla pieniędzy się w tym szkoli
   To jedyna motywacja, bo gdzie byłeś w dawnych czasach
   Chociaż by z pięć lat temu, mówisz, że dupę zawracam
   Kiedy nie było przemysłu kim byłeś punkowcem?
   Teraz hip hopowcem, kserowanym gotowcem
   Nikt nie będzie cię kochał, dla mnie to radocha, szlochaj
   A ten co jest naprawdę przyzna rację mi w wywodach
   No chyba, że się boi, swej opinii nie narazi
   U ludzi z środowiska, którym nie chce zbytnio kadzić
   I jak reszta wróg gracie, tak telewizyjna kurwo
   Pajac zbiera hip hop, kłamie więc jadę z nim równo
   Źle trafiłeś palancie, co czternaście lat w tym siedzisz?
   Łżesz ludziom prosto w oczy, więc jak mógłbym ci uwierzyć
   Jak faktyczni bohaterzy pokroju druha Sławka
   To elita, mały procent, to bardzo mała dawka
   Lecz skuteczne antidotum, on otruwa ludzkie dusze
   To człowiek od hip hopu, o tym gościu wspomnieć muszę
   I gdyby każdy z was chociaż trochę znał te rzeczy
   To ten hip hop by nie kulał tylko się rozwijał, cieszył
   Co na topie wchłoną przemysł, nie zbyt dobra puenta
   Ziomuś jeszcze jedno, w rapie nie chodzi o skręta
   Pamiętaj anemik, umiejętności rzecz święta
   Ziomuś jeszcze jedno, w rapie nie chodzi o skręta
  
   Ref.
  
  
   "O tym, co bylo i o tym, co jest teraz"
  
   Peja z Ajsmenem, rap to nasz byt
  
   Pamiętam dobrze osiemdziesiąte lata
   Chudy Ajsmen po Staszica wtedy latał
   Pejke poznał, mijały całe lata, ja uznałem go za brata (brata)
   Dużo się przeszło razem, dużo się przeżyło
   Dymy się robiło, dużo się piło
   Do tyłu się chodziło, tak było
   Tak wtedy nam się żyło, dobrze było (tak)
   Dobrze było, tak wtedy nam się żyło (dobrze było)
   Ale czegoś jeszcze brakowało
   Czegoś w życiu było mało
   Muzy tylko się słuchało, to nam nie wystarczało (nie)
   Czegoś w życiu brakowało (brakowało)
   Nasze życie się zmieniło, kiedy Peja dostał z góry znak
   Pozytywne jak zbawienie, hip hopowej muzy poczuł brzmienie
   Radość w sercu, coś pięknego, słuchajcie dalej tego
   Na pytanie dlaczego się skończyło, co przyczyną było
   Ajsmen odpowiada, poznaliśmy gada - nasz wydawca
   Kozak, frajer, myśleliśmy, że to zbawca
   Kopalni gówna wynalazca, taki śmieć co ma twarze dwie
   Wiesz tu coś powie, dupę liże, tam zaprzeczy
   Dobrze było, a przez chuja się skończyło
   Dlaczego tak się stało, czego było mało
   Nie o pieniądze tu chodziło, bo tych zawsze brakowało
   (tak się stało) tak się stało
   Tak się stało, ale czy tak być musiało
  
   Ref.: O tym co było, no i o tym co jest teraz
   Peja z Ajsmenem u Donia muzyczny relaks x4
  
   W pewnym momencie sytuacje się zrodziły
   Że twoi znajomi nie byli moimi znajomymi
   Moi kumple to nie twoi i odwrotnie, spory dystans
   O tym jak było i jest chciałem dawno już napisać
   Powiedzieć, cicho nie siedzieć nie raz przy wspólnym obiedzie
   Moje twoje, twoje moje, wiem, że bywało tak często
   Złośliwi twierdzili, że byliśmy jak małżeństwo
   Wiem też, że miałem na ciebie nie najlepszy wpływ
   W domu mieliśmy inaczej, ale wspólny z domu zryw
   Namioty, duperele, deskorolki i włóczęga
   A muzyczne doświadczenia yo raps dużo pozmieniał
   Napizgane małolaty krzyczeli, śpiewali
   Takie rzeczy, że jeszcze dzisiaj mi wstyd
   Rap to nasz byt, pierwsi z grzechem old schoolowcy
   Pierwsi słuchacze rapu w stolicy Wielkopolski
   Czas nas zmienił - nie sądzę, pieniądze - nie sądzę
   Na palcach po obrączce, bez wpływu na to skończę
   Z pozytywnym akcentem, bo na to mam wkręte
   Ta runia, rzeczy święte dla starego słuchacza
   Dziewięć trzy i wcześniej Ajsmen wie co to oznacza
   Czy ktoś nas rozpoaczał gdy się posypał, nie wiem
   A może nie pamiętam za całe dziewięć siedem
   Nikt z nas nie przepraszał, kto komu co wybaczał
   Trudny temat, zobacz, że jeden z drugim gada
   Co było i co jest, nikt nie musi się spowiadać
   I nikt nie musi się spowiadać
   I nikt nie musi się spowiadać
  
   Ref. x4
  
  
   "Randori"
  
   Masz tu liryczna zadyme
   Prawdę będę głosił, spontaniczne masz "okosi"
   Atak ponawiam, za brutalność łapię karę
   Złapię cię za moment i zdobędę "wanzaj"
   Sprowadzony do parteru przytrzymam cię parę sekund
   Pora na duszenie, czy wytrzymasz na bezdechu? (mate)
   Sędzia przerywa znam komendę
   Poprawiam czarny pas, który niebawem zdobędę
   Mów do mnie mistrzu bo od tego nie odejdę
   Mam przyzwyczajenia, nawyki ich nie zmienię
   Z dumą się odnoszę, jeśli przegram cię docenię
   A na razie prowadzenie, poszarpana judoka
   "Onomato" na podium z wiarą w siebie i Boga
   Tak było dziesięć lat temu
   Teraz z mikrofonem dla ludzi podczas jamu
   Matę zmieniam na podest, skład sędziowski na dj-ów
   I dalej walczę, uruchamiam wyobraźnie
   Minął czas młodzieńczy i sny o olimpiadzie
   A ja na tym podkładzie przypominam, że jestem
   I nie tylko ręki gestem, także kanonadą snów
   Chcesz coś mówić to mów, mistrz powrócił ma się zdrów
  
   Ref.: Konsekwentnie zamykałeś przede mną każde drzwi
   Jak mogłeś przypuszczać, że zabraknie mi sił
   A tu pokłady energii w jednej chwili uwolnione
   Teraz my jesteśmy górą decyduję co wybiorę, co wybiorę
   Ochłapy nie dla mnie, myślisz, że gadasz z baranem
   Nikt z was nie przypuszczał, że otworze drzwi taranem
  
   Jestem dumny z bycia MC, nie ukrywam, że mam talent
   Wykorzystam go w pełni pomimo wad i zalet
   Bliżej mi do króla bo przeciętniak to walet
   Z aspiracją na asa, z jokerem stworzę parę
   I kilka przechwałek, wszystko mam poukładane
   Na ławę nie zejdę nawet gdy dostanę karę
   Rezerwowy ze mnie żaden, jak rasowym napastnikiem
   Czuje w sobie straszną parę, widzisz mnie na piedestale?
   I słusznie się chwale, cudze znam, lecz swoje wale
   Pokerowe mam rozdanie, już przegrałeś, parol w banie
   Kolejny raz agentus na rap dawno "onomato"
   Jak akcję terminator, nic nie poradzisz na to
   Możesz tylko nazwać szmatą, wtedy gotuj się na bitwę
   Rymy lub starcie fizyczne, w strachu bełkoczesz modlitwę
   I nie dasz nam rady i tak dla zasady
   Pokażę ci, że głowę mam nie od parady
   Pokażę ci jak moim wykonaniu zabrzmią słowa
   Tylko ja jeden potrafię tak artykulować
   Wyraz dźwiękonaśladowczy, "onomato" weź zobacz
   Posłuchaj i się przybij i przestań dyskutować
   To onomatopeja rapu polskiego nadzieja
   Przełożeni MC na polskiego wodzireja
   Odebrana ci nadzieja na zwycięstwo, znasz ten temat
   Marzą ci się zyski, sława, teledyski
   Ile sprzedaż z promocją, dwóch koła jesteś bliski
   Powiem ci jedno, kurwa nic nie znaczysz dla mnie
   Chciałbyś tworzyć niezależnie, byś wyglądał bardzo marnie
   Peja K, szykuj zapadnie, pętla mocno zaciśnięta
   Powtórz modlitwę, weź żarliwie się przeżegnaj
   Masz ostatnie życzenie, wszystko o co poprosisz
   Poza jednym ocalenie, nie ma szans, a me sumienie
   Pozostaje bez zmian, jest nieczułe na twą zgubę
   I przegraną jak rubel, stoisz nisko w kantorach
   A tu zmora, kamora, wolno stylowa szkoła
   Egzekucję czas wykonać
   Dziesięć, dziewięć do jednego, do zera, mniej nawet
   Tyle się dla mnie liczysz ty twój podkład i alfabet
   Mam więcej mocy, więcej pary, więcej sił i zalet
   Ekspresja nie balet, brak mi salonowych zasad
   Wciąż nie ułożony inteligent bez szkoły
   Z posmakiem peneriady, bez skazy typu zdrady
   Full emocji bez przesady, wraca potforna pewność siebie
   Więc nie montuj barykadu, z marszu wszystko rozjebie
   Z marszu rozpierdole wszystko, każdy zna moje przezwisko
   Które zwycięstwa jest blisko
   Życie to boisko i nie każdy tu gra czysto
   Jak dawał Wiśniowy Ski Składu druga połowa
   Mocny jak Żołądkowa po której destrukcja hotelowa
   Lampka raz uruchomiona samoczynnie już nie skona
  
   Ref.
  
   Konsekwentnie zamykałeś przede mną każde drzwi
   Jak mogłeś przypuszczać, że zabraknie mi sił
   A tu pokłady energii w jednej chwili uwolnione
   Teraz my jesteśmy górą decyduję co wybiorę, co wybiorę
   Ochłapy nie dla mnie, myślisz, że gadasz z baranem
   Nikt z was nie przypuszczał, że otworze drzwi taranem
   Każdą bramę, każdą pieprzoną bramę (you lose)
   Ta, DeOeNIU, Ski Skład, Peja, dwa zero zero jeden, Doniu
  
  
   "Wlasciwy wybór"
  
   Jak kali agenci mam na dobre życie chęci
   Czym różnie się od innych (niczym) robię to co umiem
   Mam zdolności wybitne (może) wiem, że mnie rozumiesz
   Wiedz, że także dużo umiesz tylko w siebie brachu uwierz
   Podnieś się, złap napęd a wnet rozwiniesz tu skrzydła
   Grupka bezsilnego bydła, zdychają nie chcąc wytrwać
   I ucieczka w narkotyki, riki tiki, max rozjebka
   Bez świadomości życia swego nie polepszasz
   Zero przyjemności, wrażliwości, znieczulica
   Tej (ulica) odJdoE takie życie was zachwyca?
   Jedna miłość do wszystkiego co otacza, daje przetrwać
   Tylko nie rozpaczać, marzeń nie zatracać, nie płacz
   Nie wstydź się swych pragnień, nie załamuj gdy porażka
   Wiedz, że nie skończysz tu na dnie, rap to nie jest z mlekiem kaszka
   Siedem chudych lat minęło, ja powoli to odczuwam
   Kluby, muza, wóda, na ulicach rozróba
   Gdy przypał to zguba nawet wrogom mym nie życzę
   W imieniu ludzi krzyczę, w sercu zawsze mam Jeżyce
   Tylko od ciebie zależy jak wygląda Twoje życie
   I choć dzielą nas różnice dąż do życia w dobrobycie
   Czy w bogactwie, skrajnej biedzie, o suchym ryju czy obiedzie
   Tylko od Ciebie, pamiętaj, nie czekaj masz wybór przecież
  
   Ref.: Musisz spróbować wybrać właściwą drogę
   Ja ci w tym nie pomogę, jedynie coś podpowiem
   Musisz spróbować wybrać właściwą drogę
   Nadać sens temu co robisz, musisz wybrać ją świadomie
   Musisz spróbować wybrać właściwą drogę
   Umiesz robić coś dobrze, wiedz że rade dać możesz
   A więc rób to
  
   Wierze w siebie, wierze w Ciebie, wierzę w to co robię
   Miłość, ukojenie, spokój znajduję w hip hopie
   Gdy stopa mocno kopie, robię głośniej i odpadam
   Wierzę w to, że nowy tekst do tego bitu składam
   Wierzę w to i siadam, piszę to mi przeznaczone
   Pozostawię coś po sobie zanim ducha tu wyzionę
   Wierzę, że się uda, mój rap to nie masówa
   Proces twórczy fucha trudna jak nocna robota brudna
   Taką wykonuje większość
   Powody brak perspektyw, jutra lepszego niepewność
   Znam ludzi gotów uczestniczyć w każdym przedsięwzięciu
   Nie obce życie w napięciu, nieodłączny stres w zajęciu
   Jak się boisz no to skręć tu, oni pójdą dalej prosto
   Ty powiesz, że pod górkę, przerażony jesteś mocno
   Życie, wolność do stracenia, lecz postępek się nie zmienia
   Sfrustrowani sprawnie walczą, reszta jest już bez znaczenia
   Wydarzeń opis dla mnie, młody się do fuchy garnie
   W życiu może wybrać marnie, źle obstawi daną partię
   Bierze co chce bo tu cena nie gra roli
   Powierz w głowie się pierdoli, ryzyka smak nie boli
   Tylko zachęca, nęci, nabierają chęci
   Na jeszcze więcej, jeszcze bo niełatwo ich powstrzymać
   Większość małolatów chce właśnie takie życie wybrać
   Często nie chcą inaczej, łapią się prostych rozwiązań
   Bo twardym wymogom życia muszą jakość sprostać
   Bo twardym wymogom życia muszą jakość sprostać
   Bo twardym wymogom życia muszą jakość sprostać
  
   Ref.
  
   To normalne, że wyciągniesz rękę po wszystko co możesz
   Nauczony nie mieć nic, z kumplem się podzielisz wzorzec
   Do naśladowania ten kto wzbrania, pierdol drania
   Materialny układ zawsze do zlikwidowania
   Styl konsumpcyjny w życiu wszystkiego nie przesłania
   Nie daj się omotać kasie, nie zapomnij skąd pochodzisz
   Zawsze będziesz miał na plus, wiedz że ludzi coś obchodzisz
   I choć z nędzy do pieniędzy nikt nie wytknie Ci
   Masz więcej, bo na sukces ten jebałeś, harowałeś ile wlezie
   Lepszy wcale nie jesteś, ale pomóc możesz przecież
   Wiadomo, że pomożesz o tym zawsze musisz wiedzieć
   Nie potrzeba mi nic gdy jesteś ze mną w drogę, jedziesz?
  
   Ref. x2