Teksty piosenek: | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 |

Tytuł: Odcień ciszy

  • Wykonawca: Tadeusz Woźniak
  • Wyświetleń: 306
Co to było?
   Jak się mogło zdarzyć?
   Skrzypiec obłok wzleciał niezwykle wysoko,
   A ich włosy-struny wplecione we wiatr
   W najcichsze westchnienia
   A włosy struny jak noc, kiedy księżyc jak wieczór w maciejkach
   I były tak ogromne, choć takie maleńkie że I największe marzenia się na nich mieściły.
   A kiedy wzruszone biegły leciuśko przez siebie, przez palce, przez oczy, przez skamieniałe pola.
   W olśniewających jeziorach I gdy się rozbiegały do dźwięków srebrnych, dźwięków niemal żywych.
   Gdy nisko kołowały złotym od spokoju rojem
   To wydawało się pewnym że musiały być czarodziejskie
   A skrzypce miały skrzydła otwarte na zamyślone jeziora
   A czasem się podrywały do tak wysokiego lotu, że widać ich prawie nie było
   Tu czasu nie było
   A one leciały prosto w tężejące słońce, coraz mniejsze
   W strunach ich tyle się siły mieściło że umierały najmniejsze westchnienia
   Tu czasu nie było
   A kiedy niskim obuchem uderzały w uszy, głusi rozwierali ręce i jaskółki nie kończyły się w locie
   Tu czasu nie było
   Tu czasu nie było
   Bo w strunach ich tyle się płaczu mieściło, że stąd te jeziora
   A bo w ich strunach mieszkał i strach i paraliż
   Tu czasu nie było
   A bo w ich strunach koczowały od świtu do złamania smyczka tłumy spragnionych ślepców
   A bo ich struny były ciężarne od nadmiaru, czas się tu nie liczył a przestrzeń pomiędzy nimi I echem była wydrążona
   Tu czasu nie było
   A bo one drążyły się w powietrzu kanałami przesiąkniętymi butwiejącym sianem I kiedy natrafiały na ciszę, tak biły bezsilnie strunami, że same się w ciszę zmieniały
   Tu czasu nie było
   Godziny zaokrąglały się w mgnienie sekundy różowe na brzegu I czas ich nie rdzawił, tu czasu nie było I nie było przestrzeni
   Tu czasu nie było
   Lasy podbiegały żywicą, powietrze pękało w spojeniach I nawet przestrzeni nie było I wszystko było jednakowo ważne I jednakowo bez znaczenia
   Tu czasu nie było
   Jestem muzyka rozwieszona na uderzeniach gromów
   Czuła na światło i tak spragniona się czułam, że aż nierzeczywista
   I teraz rozumiem świętych pańskich, biedulków spopielanych przez wewnętrzny ogień
   I wiem teraz skąd światło się bierze, skąd ogień, skąd kiedyś być może powstałam
   I wtedy jestem I wtedy chodzę po lesie, po sobie, drzewom liście głaszcze,
   Liście, tyle skrzypiec, tyle muzyki zielonej
   Liście, tyle skrzypiec, tyle muzyki zielonej
   I oto się kamień otwiera
   I oto się kamień otwiera
  
   Jestem muzyka rozwieszona na uderzeniach gromów